O AUTORZE O ZŁOTYM PELIKANIE O GDANSKU
Stefan Chwin urodził się w 1949, prozaik i eseista. Autor z entuzjazmem przyjętej przez czytelników i zatytułowanej od nazwiska głównego bohatera powieści HANEMANN. Chwin pisze też powieści fantastyczno-przygodowe dla młodzieży, które ilustruje własnymi grafikami. Jest także autorem książek krytycznych i historyczno-literackich. Mieszka w Gdańsku i pracuje na tamtejszym uniwersytecie. Laureat nagrody im. Andreasa Gryphiusa – jednego z najważniejszych niemieckich wyróżnień literackich. Książki Stefana Chwina “dobrze się czyta”. “Dobrze” to nie znaczy łatwo. Znaczy to, że opór stawiany przez materię opowieści i przez rozwiązania formalne, opór nie od razu wyczuwalny, choć niewątpliwy, miast powstrzymywać, zachęca do lektury, wciąga w głąb narracji i budzi w nas umiejętności, których sami się po sobie nie spodziewaliśmy. Najważniejszą zaletę tych utworów należy tedy ująć sprzecznie: misternie skonstruowane, zapraszające do smakowania, obiecujące pozornie łagodną wyprawę w świat fikcji, w istocie zarażają życie wątpieniem. Mimo że akcja tej powieści rozgrywa się w pierwszych latach naszego wieku w Gdańsku, Stefan Chwin nie przejmuje się realiami i nie troszczy o prawdopodobieństwo. ZŁOTEGO PELIKANA łatwo pomylić z realistyczną powieścią obyczajową traktującą o tym, jak to pewien poważany wykładowca prawa stał się żebrakiem i doświadczył najciemniejszych stron rzeczywistości. Tymczasem ambicje pisarza są dużo większe – Chwin stworzył współczesną przypowieść, rodzaj legendy wzorowanej na średniowiecznej opowieści o św. Aleksym. Oto Jakub, główny bohater tej paraboli, jest przekonany, iż na skutek jego pomyłki w trakcie egzaminu wstępnego niedoszła studentka z rozpaczy popełnia samobójstwo. Zdarzenie to – choć jest tylko domysłem przewrażliwionego Jakuba – dręczy bohatera, zmienia jego życie w koszmar. Dzieje upadku nobliwego profesora są jedynie fabularnym pretekstem, gdyż to, co najważniejsze w tej książce, ma charakter dyskursywny i refleksyjny. Chwina interesuje bowiem kondycja moralna współczesnego człowieka. Pisarz pyta o to, co się stało z duszą dzisiejszego człowieka, z jego religijnością, poczuciem odpowiedzialności i sumieniem. Z książki tej wydobywa się głos protestu, którego nie można zlekceważyć, protestu przeciwko światu bez Boga, miłości i wrażliwości. — Culture.pl
„Akcja nowej powieści znakomitego współczesnego prozaika toczy się na początku naszego wieku w Gdańsku. Autor opisuje dzieje upadku profesora uniwersytetu, który dowiaduje się, że nieumyślnie doprowadził do samobójstwa jednej z niedoszłych studentek. Szanowany wykładowca, wstrząśnięty wiadomością, rozpoczyna podróż w mroczne i niebezpieczne rejony rzeczywistości. Powieść, która nosi wszelkie znamiona realistycznej historii obyczajowej, jest w istocie rodzajem współczesnego moralitetu. Pisarz zadaje pytanie, co się stało z poczuciem odpowiedzialności i sumieniem współczesnego człowieka?”
– Swiatksiazki.pl
„Bohaterem “Złotego pelikana” jest wykładowca wydziału prawa, którego ustabilizowane życie legnie z gruzach na skutek pozornie drobnego zdarzenia. Zdarzenie owo uruchamia nieuchronną lawinę kolejnych zdarzeń i od tej pory wszystko w życiu Jakuba się zmienia. On sam zaś, uwalniając się z ram dotychczasowego życia, rozpoczyna wędrowkę, mającą na celu ukojenie swego sumienia i odnalezienie duchowego spokoju. Bohater ostatecznie odrzuca swoje dotychczasowe życie wraz z jego wszystkimi atrybutami i przez społeczną śmierć zyskuje nowe życie i nową miłość. Powieść jest w istocie moralitetem, pzypowieścią o odpowiedzialności, winie i odkupieniu, mnóstwo w niej filozoficznych odniesień.”
– Merlin.com
„’Złoty pelikan’ to powieść wielowarstwowa, paraboliczna, powieść z drugim dnem, z jednej strony może być odczytana dosłownie – jako historia upadku człowieka, z drugiej – jako metafora ludzkiej natury i świata, a ponadto jest napisana tak plastycznym językiem, że obraz „materializuje” się na naszych oczach i trzyma nas w napięciu do ostatniej strony.”
– Biblionetka.pl
__________________________________________
GDANSK w “Złotym pelikanie”.
http://www.gdansk-life.com/map/map.php
Oto szereg fotografii miejsc, budynków, przestrzeni wokół której rozgrywa się akcja “Złotego pelikana”. Zdjęcia pochodzą z portalu trojmiasto.pl lub z Wikipedii.
Jodłowy Dwór
__________________________________________
Dworzec kolejowy
__________________________________________
Wyspa Spichrzów
__________________________________________
Ratusz Zielony most Dwór Artusa
__________________________________________
Hotel Helweliusz Baszta Słomiana
__________________________________________
Kościoły
__________________________________________
Gdańska Starówka
__________________________________________
Zielona Brama
__________________________________________
Złota Brama
__________________________________________
Biskupia Górka Gradowa Góra
__________________________________________
Symbole w “Złotym pelikanie”.
Autor posługuje się bogatą symboliką w swojej powieści. Wiele z zastosowaych przez niego rekwizytów lub przedmiotów symoblizuje status i niewątpliwie również moralną kondycję ludzkości. Oto niektóre z nich:
- woda: “w Berlinie beczkowozy polewają jezdnię (str.24) “; “szklana kopuła Reichstagu lśniła jak przezroczysta bania wielkiego saturatora z wodą sodową, pokryta kroplami rosy”(str.24); “w Rzymie papież bierze chłody prysznic”(str.25)
- moneta o wysokim nominale, którą Jakub daje Hildzie
- pióro wieczne “Pelikan”, którym zapisuje wyniki egzaminów
- markowe ubrania, buty, kosmetyki: “włoskie pantofle z kremowego zamszu”, “buty Camel z żółtej skóry”, ”spodnie marki Brentano” itp.
Autor wplata również w narrację “Złotego pelikana” wiele odniesień kulturowych między innymi do różnych dzieł sztuki, a także do kultury masowej i przemysłu kosmetycznego itp.
Oto niektóre z nich:
“Rycerz, śmieć i diabeł” Albrechta Durera oraz “Sąd ostateczny” Hansa Memliga
__________________________________________
Giovanni Lorenzo Bernini “Ekstaza świętej Teresy”.
“Pewnego dnia pojawił mi się piękny anioł. Widziałam w jego ręku długą strzałę, której czubek zdawał się być z ognia. Uderzył mnie nią w serce. Ból był tak realny, iż zmusił mnie do jęku. Jednocześnie był tak słodki, iż nie chciałam się od niego uwolnić. Żadna radość nie daje takiego ukojenia. Gdy anioł zabrał strzałę, pozostałam w wielkiej miłości do Boga.”
__________________________________________
Leni Riefenstahl “Białe piekło” Hans Bellmer
__________________________________________
Alexander Calder Gunther von Hagen
__________________________________________
“Trzej Królowie o imionach Guerlain, Kenzo i Lagerfeld przynosili obietnicę, na którą czekali wszyscy” (str.70)


Ach, jakże prawdziwe jest przysłowie, że dobrymi chęciami wybrukowany jest przedsionek piekieł! Taki na przykład eseista i profesor Stefan Chwin, publikując w „Gazecie Wyborczej” esej „My Ablowie czyści jak łza”, niewątpliwie chciał dobrze, to znaczy – chciał wesprzeć generała Jaruzelskiego, który oskarżony o kierowanie „związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym” w okresie stanu wojennego, swoim zwyczajem mężnie chowa się pod spódnicę Pani Historii, zgodnie z wytycznymi, sformułowanymi w swoim czasie przez spółkę autorską Michnik-Cimoszewicz. Generał Jaruzelski twierdzi, że swoją „suwerenną decyzją”, wprowadzając „mniejsze zło” uratował naród polski przed złem większym w postaci „bratniej pomocy” jego radzieckich towarzyszy broni, w których wiernej służbie pozostawał przez większą część życia.
Z pozoru wygląda to nawet prawdopodobnie, ale nie wytrzymuje krytyki w świetle jednego pytania. Co by mianowicie zrobił generał Jaruzelski, gdyby tak „Solidarność” stawiła zbrojny opór? Generał Jaruzelski nie miał jakoś sposobności ustosunkowania się do tej kwestii, może dlatego, że nikt mu tego pytania nie zadał w sposób zobowiązujący go do odpowiedzi. Jeśli o mnie chodzi, to nie mam wątpliwości, że wtedy generał Jaruzelski by nas wszystkich zmasakrował, wcale nie gorzej od towarzyszy radzieckich, zwłaszcza, że większość ludzi z podlegających mu formacji milicji, SB oraz korpusu oficerskiego Ludowego Wojska Polskiego, tej części narodu, która zbuntowała się przeciwko partii nie tylko autentycznie nienawidziła wtedy, ale nienawidzi jej również teraz. Widać to choćby na przykładzie wojny propagandowej, jaka toczy się w mediach kontrolowanych przez agentów SB i WSI co najmniej od 2005 roku. Nikt by generała Jaruzelskiego do dokonania takiej masakry nie musiał zachęcać; w jego przekonaniu nakazywałby mu ją „honor żołnierski”, a przede wszystkim – nadzieja na pochwałę, a może nawet pocałunek z ust Leonida Breżniewa, że to niby „Jaruzelskij – maładiec” i w ogóle – nasza duszeńka! Można taki wniosek wyciągnąć choćby z czołobitnej skwapliwości, z jaką ten „Polacziszka” JESZCZE TERAZ pogalopował do Moskwy na organizowane przez Putina uroczystości pobiedy, połączonej z okupowaniem przez Stalina Środkowej Europy, w tym również Polski. Ta skwapliwość potwierdza słuszność spostrzeżenia, że wilk zmienia skórę lecz nie obyczaje, a znajomy gwizdek nawet w głuchnącym psie gończym wzbudzi odruch Pawłowa. Wygląda na to, tak naprawdę przed większym złem nie uratował nas wcale generał Jaruzelski, tylko safandulstwo Solidarności, nastawionej raczej na tak zwane „zwycięstwa moralne”.
Ale mniejsza z tym, bo chodzi o Stefana Chwina, który na okoliczność świętokradczego procesu przeciwko generałowi Jaruzelskiemu i innym generałom, zmobilizował się, by dać odpór zgodnie z pamiętnym zaleceniem: „odpieprzcie się od generała!” Gdyby taki odpór dawał jakiś prostak, to zwyczajnie zmieszałby z błotem cały IPN, a zwłaszcza jego pion śledczy i poradził, żeby archiwa „zabetonować”. Tymczasem prof. Chwin jest eseistą zbyt subtelnym, żeby swoim nazwiskiem firmować takie prostactwa, więc odwołał się do solidarności poborowych, którzy 13 grudnia i potem rozkazy stanu wojennego wykonywali. Chwin niby im – sobie zresztą też – współczuje, ale to tylko pozór, bo tak naprawdę chodzi o apel, by jeszcze raz stanęli murem za skrzywdzonym generałem. – To przecież wy tak naprawdę przeprowadziliście stan wojenny. Bez was generał nie mógłby kiwnąć palcem. Więc jakże – będziecie teraz pluć pod wiatr? – takie jest przesłanie subtelnego eseisty, prof. Stefana Chwina do byłych żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, którzy „wykonywali rozkazy”. A wykonywanie rozkazów to przecież najświętsza powinność żołnierza, no nie?
Nie ma co mówić, profesor Chwin chciał jak najlepiej, ale cóż z tego, skoro z tymi rozkazami trochę przedobrzył? Rzecz w tym, że rozkazy wykonywali nie tylko żołnierze Ludowego Wojska Polskiego w stanie wojennym. Innym też przypadł w udziale ten żołnierski zaszczyt i żołnierski trud. Jeśli tedy wykonywanie rozkazów jest najświętszą powinnością, to za cóż właściwie żydowskie gestapo w Wiedniu i w innych siedzibach tak zajadle tropi żołnierzy III Rzeszy, w czym środowisko „Gazety Wyborczej” im sekunduje? Przecież i oni nic – tylko „wykonywali rozkazy”, które wydawał im nie tylko Adolf Hitler, ale również inni dygnitarze państwa uznawanego przez wszystkie inne państwa świata, ze Związkiem Radzieckim na czele! Warto zwrócić uwagę, że środowisko „GW” odmawia nawet postawienia znaku równości między zbrodniami popełnionymi na rozkaz władz Rzeszy Niemieckiej, a zbrodniami popełnionymi na rozkaz władz Związku Radzieckiego i innych krajów miłującej pokój wspólnoty socjalistycznej. Czyżby z powodów rasistowskich – że hitlerowcy mordowali Żydów, podczas gdy przy komunistach często było odwrotnie – że Żydzi, korzystając z dobrego fartu, mordowali antykomunistów? Aż nie chce mi się wierzyć, żeby w środowisku „Gazety Wyborczej” panował taki zatwardziały rasizm, ale skoro nie to – to co? Skoro mamy „odpieprzyć się” od jednego generała, do dlaczego nie od wszystkich innych, również hitlerowskich? Taki wniosek natrętnie narzuca się po lekturze subtelnego eseju prof. Stefana Chwina, który na pewno dobrze chciał, ale rzeczywiście – chyba trochę zanadto się rozdokazywał.